Dziecko szło ulicą. Wydawało się mu, że ktoś je śledzi. Odwróciło się i nikogo nie zobaczyło. Jednak gdy dziecko weszło do domu, już nie żyło. Jak to możliwe?
z tego stresu dostalo zawalu ot i tyle.
Morderca oczekiwał w domu
W klamce do dzwi był zamontowany paralizator prądowy i gdy dziecko dotknęło klamki umarło.
Jest to możliwe. Nie pytasz o to, jak dziecko zginęło, ale o to, jak to jest możliwe, że dziecko weszło do domu, ale już wtedy nie żyło. Nieżywe dzieci nie wchodzą do domów, czyż nie? Musi zatem być duchem, a to, że się bało idąc ulicą wynika z dziecięcej psychiki. Musiała to być noc, dlatego się bało, bo jest dzieckiem. Nie mógł to być dzień, za dnia jeżdżą auta i chodzi mnóstwo ludzi, a ono się obejrzało i nie zobaczyło nikogo. Za życia, nigdy nie miało okazji spacerować w nocy. Rodzice nie pozwalali na to.
Trzy pierwsze odpowiedzi są bzdurą. Jeśli dostało zawału, to albo w domu albo przed. Jeśli w domu, to weszło do niego żywe. Jeśli przed domem, to nie weszło do niego bo zmarło (poza tym, to słyszał ktoś o zawale u dziecka?). Jeśli morderca czekał na nie w domu, to zabił je tam, czyli weszło do domu żywe. Nawet jeśli zobaczył je w oknie i wyszedł je zabić przed domem, to i tak nie weszło tam żywe bo zginęło przed domem. Komentarz co do paralizatora prądowego jest zbędny.
Przed wejściem do domu potkneło się o próg, zachaczyło o drzwi i wywaliło się do mieszkania. I dostało wstrząsu mózgu?
wydaje mi sie ze dziecko ogladajac sie za siebie przy spawdzaniu kto za nim idzie wpadlo pod auto albo do studzienki kanalizacyjnej i sie zabilo.