Żeby się zamienili samochodami. :)
Skoro dziwaczna decyzja burmistrza nie może być już zmieniona, mieszkańcy mogą podjąć inną dziwną decyzję. Mogą mianowicie zmienić wysokość nagrody i tak ostatni ze ścigających wygrywa nagrodę główną o symbolicznej wysokości natomiast pierwszy wygrywa nagrodę pocieszenia o znacznej wartości.
Burmistrz mówił o linii mety. Wystarczy, że ustalonoby, iż zwycięża ten kto szybciej dojedzie do linii startu. Wtedy ten który był najwolniejszy (wg zaleceń burmistrza) jest najbliżej końca wyścigu i jeśli nie spartoli to wygra!
ostatnie i pierwsze miejsce ma nagrody
lub
dodać jakiegoś dodatkowego zawodnika specjalnego, który musi zawsze być ostatni, a jak kogoś wyprzedzi to ten odpada. Wtedy nikt nie jechałby powoli, bo by odpadł, każdy bałby się zwalniania i byłaby akcja. Proste!
żeby na mete dotarli jednocześnie:}
// a gdzie sportowa rywalizacja?
Połozyc asfalt na drodze i wprowadzic powszechne przekonanie ze zdobycie nagrody za dojechanie do mety na ostatniej pozycji jest chaniebne (coś w rodzaju złotej maliny w kinematografii:D )
Nalezy zamienic poczatek z koncem trasy.wtedy beda sie scigac aby sie oddalic od mety :)
aż do końca świata...
PRZENIEść ZAWODY NA ZIME BO BURMISTRZN ZAKAZAł LATEM
zmienic burmistrza
Wystarczy żeby ktoś z mieszkańców wsiadł w samochód i zaczął gonić z jakąś symboliczną linią mety (np. szarfą) zawodników:) Wtedy zawodnicy zaczęliby uciekać i wyścig skończyłby się gdyby wszystkich dogoniono:)
Mogli zmienić burmistrza ;D;D;D